Ku Twórczej Nicości XVII

NOVATORU

Zabiliśmy „obowiązek”, tak by nasze gorące pragnienie wolnego braterstwa stało się w naszym życiu czymś heroicznym.
Zabiliśmy „miłosierdzie”, ponieważ jesteśmy zdolnymi do wielkiej miłości barbarzyńcami.
Zabiliśmy „altruizm”, ponieważ jesteśmy wielkodusznymi egoistami.
Zabiliśmy „filantropijną solidarność”, tak by człowiek odkrył swoje najskrytsze „Ja” i odnalazłsiłę w „Wyjątkowości”.


Ponieważ zrozumieliśmy. Życie ma dość kalekich kochanków. Ziemia zmęczona jest dreptaniem wielkich mas chrześcijańskich karłów.
A w końcu dlatego, bo my również zmęczeni jesteśmy tymi parszywymi „braćmi”, niezdolnymi do pokoju ani wojny. Słabymi w nienawiści i miłości.
Jesteśmy zmęczeni i zrażeni.
Tak, zupełnie zmęczeni; bez reszty zdegustowani!
Lecz wtem słychać głos zmarłych…
Naszych zmarłych!
Głos krwi wołającej z podziemi!
Krwi, która pragnie wyzwolić się z tego lochu i rzucić się ku niebu, by sięgnąć gwiazd!

Gwiazd, które – błogosławiąc im – iskrzyły w ich źrenicach gdy ginęli, przemieniając ich rozmarzone oczy w olbrzymie tarcze złota.
Ponieważ oczy poległych – naszych poległych – są tarczami złota. Są lśniącymi meteorami, które swą wieczną wędrówką wskazują nam drogę.
Drogę bez końca, drogę do wieczności.
Źrenice zmarłych artykułują nam „dlaczego” życia, odsłaniając nam sekretny ogień płonący w naszym misterium. Misterium skrywanego tak, że nikt, aż do teraz go nie zaintonował…
Lecz dziś zmierzch czerwony…
Zachód słońca spowity krwią…
Zbliżamy się do tragicznych obchodów wielkiego społecznego zmierzchu. Dzwony historii wybijają nadejście brzasku nowego dnia.
Dość, dość, dość!
Nadeszła godzina społecznej tragedii!

Śmiejąc się będziemy niszczyć.

Śmiejąc się będziemy podpalać.

Śmiejąc się będziemy zabijać.

Śmiejąc się będziemy wywłaszczać.

A społeczeństwo upadanie.
Ojczyzna upadanie.
Rodzina upadnie.
Wszystko upadnie po narodzeniu się wolnego człowieka.
Człowieka nauczonego przez łzy i smutek dionizyjskiej sztuki radości i śmiechu.
Nadeszła godzina, by skąpać wroga we krwi.
Nadeszła godzina, by obmyć krwią nasze umysły.
Dość, dość, dość!
Poeta zamieni lirę na sztylet!
Filozof zamieni analizy w bombę!
Rybak zamieni wiosło w potężny topór.
Górnik przybędzie z dokuczliwych jaskiń mrocznych kopalń, uzbrojony w lśniące żelazo.
Rolnik zamieni łopatę na wojenną włócznię.
Robotnik zamieni młot na kosę i tasak.
I naprzód, naprzód, naprzód.
Już czas, już czas – już czas!
Społeczeństwo upadnie.
Ojczyzna upadnie.
Rodzina upadnie.
Wszystko upadnie po narodzeniu się wolnego człowieka.
Naprzód, naprzód, naprzód, och radośni burzyciele.
Poniżej czarnej krawędzi śmierci podbijemy Życie.
Ze śmiechem!
I uczynimy je naszym sługą.Śmiejąc się!
I będziemy je kochać Śmiejąc się!
Odkąd jedynymi poważnymi ludźmi są ci, którzy potrafią działać ze śmiechem.
Także nasza nienawiść się śmieje…

Czerwony śmiechu. Naprzód!

Naprzód, do obalenia kłamstw i zjaw!

Naprzód, do pełnego zdobycia indywidualności i Życia!

 

 

 

 

image_pdfScaricare PDFimage_printStampare testo
(Visited 69 times, 1 visits today)